Archiwum miesiąca Styczeń 2007

Życie jest krótkie i piękne.

29-01-2007

Życie jest krótkie i piękne. Tak powie każdy, kto tylko wie jak się zachować w kluczowych momentach tegoż życia. Czemu to piszę? Chcę pewną zadziwiającą historię która wydarzyła mi się ostatnio, a która pokazuje z jednej strony jak słabi jesteśmy, a z drugiej strony ile możemy zdziałać.

Gdzie się podziały tamte prywatki?
Nie ma to jak dobra prywatka… dzieją się cuda. Piątek, tygodnia koniec i początek, wieczór dopiero się zaczyna, ale nikt nie spodziewa się tego wszystkiego co się może na nim dziać. Impreza klasowa. Tym razem postanowiłem zastosować Pheromax, normalną jedną dawkę na nadgarstki i dosłownie pół kropli NPA, pod nos. Do szkoły nigdy wcześniej nie stosowałem samego Pheromax.

Impreza zaczęła się… bardzo szybko :) Raczej dużo dancingu nie było, bo nawet nie było gdzie, choć małe miejsce na tańce było wyznaczone. Zresztą to tym lepiej, bo więcej było można porozmawiać i w cichszej atmosferze.
Kiedyś, jak jeszcze nie byłem obeznany ani w fero, ani w uwodzeniu podobała mi się taka jedna #blondyneczka u nas w klasie (choć teraz preferuję czarnowłose), zresztą co się dziwić, wszystko ma gdzie trzeba i ile trzeba :D No więc była ona na tej imprezie i to o niej głównie będzie ta opowieść. Muszę jeszcze wspomnieć, że swego czasu podrywałem ją, ale zupełnie nieumiejętnie i bez fero, tak więc nie wychodziło mi to i zakończyło się dość niemiłym odrzuceniem. No, ale wróćmy jednak do tej imprezy. Więc impreza jak impreza, zaczyna się od rozmowy, w czasie której ta właśnie #blondyneczka, a siedziała bezpośrednio przy mnie, od samego początku dawała mi bardzo wyraźne znaki zainteresowania. Dosłownie po paru minutach, co chwilę mnie dotykała, źrenice otwarte, noga założona na nogę w moją stronę etc. No nic, pomyślałem, że Pheromax działa, trochę dziwne, że tak szybko, prawie bez alkoholu (choć na nią akurat już małe ilości dużo robią), ale nie przejmowałem się tym zbytnio :D W międzyczasie zmieniałem pokoje (bo ludzie byli w różnych), gadałem z innymi dziewczynami (nie ma to jak dobry social-proof) i wróciłem, #blondyneczka, mimo, że minęło ledwie paręnaście minut, wyraźnie się uśmiechnęła na widok, że jestem z powrotem. Gadam dalej, a ona staje się coraz bardziej mną zainteresowana. W pewnym momencie muszę iść do kibla, potrzeba popiwna. W toalecie postanowiłem trochę podgrzać sytuację i pryskam się jedna dawką Chikary na klatkę. Wracam i akurat trafiam na #blondyneczkę w korytarzu (uwaga, najważniejszy moment), uśmiecham się, przymrużając lekko oczy, patrzę się jej prosto w oczy i w momencie gdy ona odwzajemnia uśmiech, chwytam ją za rękę i mówię… „zatańczysz?”, lecieli Beatlesi – Yesterday, zgodziła się od razu, mimo, że nikogo nie było na „parkiecie” od początku imprezy! Raczej sądziłem, że się nie zgodzi i przygotowałem sobie już nawet odpowiedź na to, a tu taki szok. No ale nic, chyba ukryłem zdziwienie, przytrzymałem rękę i poszliśmy tańczyć, podczas całego tańca wręcz tuliła się do mnie, czułem jak głęboko oddychała. Bardzo często tuliła się w miejsce aplikacji Chikary, na klatce. Na koniec, zanim zagrał następny utwór… ona mnie całuje! Normalnie bym ją odepchnął, bo nie pozwalam, żeby to dziewczyna decydowała co, gdzie i kiedy robimy, ale tym razem zrobiłbym to na widoku paru osób które się przyglądały temu całemu zajściu, a że są oni w końcu kolegami ze szkoły, to nie zdecydowałem się na ten ruch (z drugiej strony też budowałem w ten sposób social-proof). W tym momencie tak na prawdę kompletnie przestałem myśleć cokolwiek na ten temat. Poprosiłem ją o rozmowę gdzieś na boku. Widziałem, że jest strasznie speszona. Zgodziła się. Spytałem się, co to miało znaczyć, a ona na to, że po prostu musiała to zrobić w tej chwili i jak to powiedziała, to w tym momencie się zablokowała, jakby nie chciała nic więcej mówić <szokx10>. Powiedziałem, że możemy o tym pogadać na zewnątrz (zmiana lokalizacji), jak chce. Oczywiście chciała. Wyszliśmy. Odprowadziłem ją do domu pieszo, a mieszka dość daleko, więc mieliśmy dobry czynnik do długiej rozmowy. Dowiedziałem się, że w tym momencie jak mnie całowała, przypomniała sobie to wszystko co próbowałem osiągnąć z nią w tej dawnej przeszłości, i chciała mnie za to wynagrodzić i… przeprosić. Zaczęła opowiadać te chwile, które jej dawały tyle radości, przez dobre dwadzieścia minut opowiadała o tym co było i jak było, a co ja wykorzystałem świetnie do budowania rapportu, jednocześnie starałem się jednak odciągnąć ją od uczucia miłości. Gdy prawie doszliśmy, spytała się czy nie chcę wejść do niej (w sumie było dość wcześnie ok. 21), ja na to, że wracamy na imprezę :D Oczywiście śmiech, potraktowałem to jako zgodę, uśmiechnąłem się w taki sam sposób, jak wtedy do tańca, chwyciłem za rękę, dokładnie tak jak wtedy i oczywiście poszła ze mną :) W drodze powrotnej sprytnie podpytałem się jej dlaczego tak na prawdę odrzucała moje zaloty, co robiłem źle? Z jednej strony dostałem świetny materiał do analizy tego wszystkiego, a z drugiej strony wykorzystałem to do zamienienia się w jej umyśle w dobrego przyjaciela, a nie w miłość jej życia czy kochanka. Dobrą zasadą jest nie mieć kobiety w swoim stadzie, tak to już jest w naszej ludzkiej populacji ;) Towarzystwo, które już całe się dowiedziało co się stało, przywitało nas uroczyście, choć ze zdziwieniem, zarzucając oczywiście, że pewnie jesteśmy już „po wszystkim” itp. ;) Wcale nie zamierzałem się tym przejmować i tak też zrobiłem. Impreza toczyła się dalej, po pewnym czasie zeszli z naszego tematu. #Blondyneczka cały czas spoglądała na mnie, ale już nie tak jak wtedy, zresztą skoncentrowałem się na innych osobach ;)

To jest właśnie piękny przykład tego, jak można różnie wykorzystać różne umiejętności i różne przymioty, także feromony, choć nie tylko. Pewnie gdybym chciał, to mogłoby się to skończyć zupełnie inaczej, inną formą i z kompletnie innymi uczuciami, ale tak nie było. Czasem trzeba coś stracić, żeby potem coś zyskać.

A #blondyneczka stała się moją przyjaciółką, nie sądzę, żebym chciał z tego coś więcej, nie tym razem ;)

Ale chyba nawet ciekawszą historię, która się zdarzyła też niedawno przeczytacie wkrótce (przeznaczyłem ją na konkurs, dlatego nie będę jej publikować na blogu).

02-01-2007

No, chyba czas trochę napisać o Sylwestrze ;)
Sylwek zajebisty dużo się działo, ale nie był w tym roku do końca taki jaki bym chciał, bo nie skończył się tak jak bym chciał ;) . Impreza była organizowana w dość nieciekawym miejscu, bo nie było za bardzo gdzie zaaplikować sobie fero (kolejka do kibla była od początku długaśna :shock: ), a ja przyszedłem „na czysto”, bo strasznie wiało i by się pewnie połowa fero wywiała :D Chciałem wziąć 1xChikara + 0.5xPheromax + 1 kropla NPA, ale w konsekwencji tego co napisałem, na początku wziąłem 2x Chikarę, a gdzieś po godzinie wziąłem 0.5xPheromax i 1 kropla NPA. Z początku OK, mało było dziewczyn przy naszym stole, więc się na parkiet wyniosłem. Z początku gdzieś tam z kumplami i kumpelami się kręciliśmy, nie widzę efektu na razie, ale po 10-20 minutach 3-osobowy pakiet się przyłącza, no Ok, patrze co dalej… 1 mi się podoba, podchodzę do niej i „wygibasy” robię, z początku coś tak dziwnie się zachowywała, ale potem się nie sprzeciwiała, włączyła się nawet aktywnie, więc gdy już tego starczyło, to łapię ją za rękę i mówię (niestety było głośno i musiałem prawie krzyczeć), że idziemy porozmawiać ;) , ona takie oczy :shock: ale OK. Rozmowa – standardowo jadę, i po chwili już widzę, że jest spoko, charakter mi nie odpowiadał do końca, ale nie jest źle. Poszedłem do swoich, tak, żeby ją ostudzić :D . Właśnie mniej więcej w tym czasie wziąłem tą drugą porcję fero. I to była chyba nie do końca dobra opcja, szczególnie, że jeszcze Chikara na pewno działała równo… Wracam do stolika (bo to w kiblu robiłem) i chcę gadać z ludźmi (K i M), ale jakoś się nie specjalnie garną do rozmowy, a ja nie do końca umiałem to rozkręcić…. Nie znaczy, że nic nie było gadania, ale po prostu wiedziałem, że miałem za dużo w tym momencie fero na sobie. Dobra, pomyślałem, nie ma to tamto, pewnie za dużo aNONE mam na sobie i idę znowu na parkiet, wymijam stolik tej poprzedniej dziewczyny (sala duża, więc no problem), bo chciałem testować sobie dalej inne laski ;) Strategia była taka: Podchodzę, tańczę, podchodzę bardziej, tańczę, podchodzę jeszcze bardziej, tańczę, ona tańczy ze mną, zabieram ją na bok żeby pogadać. Proste. W 20 minut zrealizowane. Ta była też czarnulka (lubię). Gadka poszła jakaś najpierw skąd ona się tu dostała (impreza zamknięta), jak już się dowiedziałem co i jak, to temat zszedł oczywiście na ludzi, potem na charaktery, osobowości i w tym momencie byłem w domu, bo psychologia, więc mogłem gadać dość długo ;) Tu zrobiłem inaczej, bo od razu wziąłem numer od niej. Impreza szaleje, alkohol się leje. Też trochę wypiłem i w pewnym momencie gdzieś 23:30 jestem przy barku i obok stoją dziewczyna ze swoim facetem. Trąciłem ją przypadkowo (na prawdę przypadkowo) i z tego coś gadka, „o przepraszam”, ona na to, że nic nie szkodzi, z takim uśmieszkiem ;) (ze 3 minuty obok staliśmy). Ja nie marnując okazji od razu się przedstawiłem, na co ona bez chwili zamysłu odparła swoim imieniem ;) Dla mnie normalnie szok :D Ale co dalej, ja starałem się grzecznie, żeby nie było kłopotu, z drugiej strony jej koleś nie zdawał się być super zbudowany, ale po co komu afera, nie? No i ja tam bez większej gadki do niej, bo koleś obok, a ona zaczyna ze mną flirtować :shock: Ale jej boy nie miał nic przeciwko :shock: :shock: . Więc ja korzystam, numeru nie biorę mimo wszystko, bo przegięcie i mówię, że zajęty jestem, bo z kumplami musimy wracać do stolika, że zaraz 24 etc.
No i sylwester, szampanik, no i oczywiście składanie życzeń noworocznych. Spotykam także między innymi te 3 dziewczyny. Najpierw była ta druga. Od niej numer już miałem, więc tylko ścisku, ścisku, cmoku, cmoku, gadu, gadu i tyle :D Wyraźnie dawała do mnie sygnały, była podekscytowana :) Następna była ta pierwsza, więc ja pierwszy składam życzenia, potem ona uśmiech, cmok cmok, mówię do niej, żeby mi dała numer tel. no i no problem, numer mam, powiedziałem, że dzisiaj na pewno nie oddzwonię . Jeszcze raz ten sam uśmiech i znowu cmok :) . No i ostatnia to była ta ostatnia ;) , ta od tego boyfriend. NIBY PRZYPADKIEM się o mnie otarła :D Od razu wiedziałem o co chodzi, jej BF nie było w okolicy.. cześć, cześć, życzenia, ja pierwszy, coś tam ble ble i na koniec ja jej życzę, „no i żebyśmy się w tym roku jeszcze spotkali, MOŻE się spotkamy” (nie pytając, nie oznajmując, tonem takim zawieszonym) :D na co odpowiedź „MOŻE TAK”. Coś tam bla bla, i na koniec ja mówię: „daj mi swój numer, żebyśmy się MOGLI spotkać jeszcze”. Więc pozytywnie jak na razie. A jeżeli chodzi o socjal, to może ogólnie napiszę, że wszyscy faceci jak mi składali życzenia tacy szczerzy się wydawali, otwarci, aż się fajnie gadało :D Wcześniej, przy rozmowach też. Prowadziłem w rozmowach, ale ten leading wynikał też z mojego charakteru, który zdołałem sobie wyrobić, fero to nie wszystko. Po północy jak zawsze impreza się dopiero zaczęła. Densflor i te sprawy ;) powiem tak, było przyjemnie. No właśnie, ale dlaczego nie skończyło się tak jak chciałem (pewnie wiecie jak chciałem :D ) Za dużo alkoholu i niestety, ok. 2 w nocy kaput :D No nic, raz się żyje. Mam 3 numery, więc luz :D