Życie jest krótkie i piękne. Tak powie każdy, kto tylko wie jak się zachować w kluczowych momentach tegoż życia. Czemu to piszę? Chcę pewną zadziwiającą historię która wydarzyła mi się ostatnio, a która pokazuje z jednej strony jak słabi jesteśmy, a z drugiej strony ile możemy zdziałać.
Gdzie się podziały tamte prywatki?
Nie ma to jak dobra prywatka… dzieją się cuda. Piątek, tygodnia koniec i początek, wieczór dopiero się zaczyna, ale nikt nie spodziewa się tego wszystkiego co się może na nim dziać. Impreza klasowa. Tym razem postanowiłem zastosować Pheromax, normalną jedną dawkę na nadgarstki i dosłownie pół kropli NPA, pod nos. Do szkoły nigdy wcześniej nie stosowałem samego Pheromax.
Impreza zaczęła się… bardzo szybko
Raczej dużo dancingu nie było, bo nawet nie było gdzie, choć małe miejsce na tańce było wyznaczone. Zresztą to tym lepiej, bo więcej było można porozmawiać i w cichszej atmosferze.
Kiedyś, jak jeszcze nie byłem obeznany ani w fero, ani w uwodzeniu podobała mi się taka jedna #blondyneczka u nas w klasie (choć teraz preferuję czarnowłose), zresztą co się dziwić, wszystko ma gdzie trzeba i ile trzeba
No więc była ona na tej imprezie i to o niej głównie będzie ta opowieść. Muszę jeszcze wspomnieć, że swego czasu podrywałem ją, ale zupełnie nieumiejętnie i bez fero, tak więc nie wychodziło mi to i zakończyło się dość niemiłym odrzuceniem. No, ale wróćmy jednak do tej imprezy. Więc impreza jak impreza, zaczyna się od rozmowy, w czasie której ta właśnie #blondyneczka, a siedziała bezpośrednio przy mnie, od samego początku dawała mi bardzo wyraźne znaki zainteresowania. Dosłownie po paru minutach, co chwilę mnie dotykała, źrenice otwarte, noga założona na nogę w moją stronę etc. No nic, pomyślałem, że Pheromax działa, trochę dziwne, że tak szybko, prawie bez alkoholu (choć na nią akurat już małe ilości dużo robią), ale nie przejmowałem się tym zbytnio
W międzyczasie zmieniałem pokoje (bo ludzie byli w różnych), gadałem z innymi dziewczynami (nie ma to jak dobry social-proof) i wróciłem, #blondyneczka, mimo, że minęło ledwie paręnaście minut, wyraźnie się uśmiechnęła na widok, że jestem z powrotem. Gadam dalej, a ona staje się coraz bardziej mną zainteresowana. W pewnym momencie muszę iść do kibla, potrzeba popiwna. W toalecie postanowiłem trochę podgrzać sytuację i pryskam się jedna dawką Chikary na klatkę. Wracam i akurat trafiam na #blondyneczkę w korytarzu (uwaga, najważniejszy moment), uśmiecham się, przymrużając lekko oczy, patrzę się jej prosto w oczy i w momencie gdy ona odwzajemnia uśmiech, chwytam ją za rękę i mówię… „zatańczysz?”, lecieli Beatlesi – Yesterday, zgodziła się od razu, mimo, że nikogo nie było na „parkiecie” od początku imprezy! Raczej sądziłem, że się nie zgodzi i przygotowałem sobie już nawet odpowiedź na to, a tu taki szok. No ale nic, chyba ukryłem zdziwienie, przytrzymałem rękę i poszliśmy tańczyć, podczas całego tańca wręcz tuliła się do mnie, czułem jak głęboko oddychała. Bardzo często tuliła się w miejsce aplikacji Chikary, na klatce. Na koniec, zanim zagrał następny utwór… ona mnie całuje! Normalnie bym ją odepchnął, bo nie pozwalam, żeby to dziewczyna decydowała co, gdzie i kiedy robimy, ale tym razem zrobiłbym to na widoku paru osób które się przyglądały temu całemu zajściu, a że są oni w końcu kolegami ze szkoły, to nie zdecydowałem się na ten ruch (z drugiej strony też budowałem w ten sposób social-proof). W tym momencie tak na prawdę kompletnie przestałem myśleć cokolwiek na ten temat. Poprosiłem ją o rozmowę gdzieś na boku. Widziałem, że jest strasznie speszona. Zgodziła się. Spytałem się, co to miało znaczyć, a ona na to, że po prostu musiała to zrobić w tej chwili i jak to powiedziała, to w tym momencie się zablokowała, jakby nie chciała nic więcej mówić <szokx10>. Powiedziałem, że możemy o tym pogadać na zewnątrz (zmiana lokalizacji), jak chce. Oczywiście chciała. Wyszliśmy. Odprowadziłem ją do domu pieszo, a mieszka dość daleko, więc mieliśmy dobry czynnik do długiej rozmowy. Dowiedziałem się, że w tym momencie jak mnie całowała, przypomniała sobie to wszystko co próbowałem osiągnąć z nią w tej dawnej przeszłości, i chciała mnie za to wynagrodzić i… przeprosić. Zaczęła opowiadać te chwile, które jej dawały tyle radości, przez dobre dwadzieścia minut opowiadała o tym co było i jak było, a co ja wykorzystałem świetnie do budowania rapportu, jednocześnie starałem się jednak odciągnąć ją od uczucia miłości. Gdy prawie doszliśmy, spytała się czy nie chcę wejść do niej (w sumie było dość wcześnie ok. 21), ja na to, że wracamy na imprezę
Oczywiście śmiech, potraktowałem to jako zgodę, uśmiechnąłem się w taki sam sposób, jak wtedy do tańca, chwyciłem za rękę, dokładnie tak jak wtedy i oczywiście poszła ze mną
W drodze powrotnej sprytnie podpytałem się jej dlaczego tak na prawdę odrzucała moje zaloty, co robiłem źle? Z jednej strony dostałem świetny materiał do analizy tego wszystkiego, a z drugiej strony wykorzystałem to do zamienienia się w jej umyśle w dobrego przyjaciela, a nie w miłość jej życia czy kochanka. Dobrą zasadą jest nie mieć kobiety w swoim stadzie, tak to już jest w naszej ludzkiej populacji
Towarzystwo, które już całe się dowiedziało co się stało, przywitało nas uroczyście, choć ze zdziwieniem, zarzucając oczywiście, że pewnie jesteśmy już „po wszystkim” itp.
Wcale nie zamierzałem się tym przejmować i tak też zrobiłem. Impreza toczyła się dalej, po pewnym czasie zeszli z naszego tematu. #Blondyneczka cały czas spoglądała na mnie, ale już nie tak jak wtedy, zresztą skoncentrowałem się na innych osobach
To jest właśnie piękny przykład tego, jak można różnie wykorzystać różne umiejętności i różne przymioty, także feromony, choć nie tylko. Pewnie gdybym chciał, to mogłoby się to skończyć zupełnie inaczej, inną formą i z kompletnie innymi uczuciami, ale tak nie było. Czasem trzeba coś stracić, żeby potem coś zyskać.
A #blondyneczka stała się moją przyjaciółką, nie sądzę, żebym chciał z tego coś więcej, nie tym razem
Ale chyba nawet ciekawszą historię, która się zdarzyła też niedawno przeczytacie wkrótce (przeznaczyłem ją na konkurs, dlatego nie będę jej publikować na blogu).